sobota, 19 lipca 2014

R12

- W takim razie ruszamy! Kierunek - Europa. - Sarah złapała mnie za rękę i wspólnie przeszłyśmy przez drzwi.
W jednej chwili poczułam się jak moje oczy zasnuła kurtyna, a mięśnie zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Instynktownie mocniej ścisnęłam jedyną rzecz, która była moim oparciem. Ciemność zniknęła tak szybko, jak się pojawiła i stanęłam na nogach lekko się chwiejąc. Rozejrzałam się dookoła. Byłyśmy w jakiejś obskurnej uliczce, a obok stały kontenery na śmieci.
- Gdzie my do cholery jesteśmy?
- Nie pytaj, zaraz zobaczysz - uciszyła mnie Sarah.
Kiwnęła na mnie i wraz z Mandy ruszyłyśmy za brunetką. Nagle oślepiło mnie słońce, moim oczom ukazał się ogromny szyld z napisem IKEA.
- Witaj w Polsce, moja droga!
Spojrzałam na nią z pytaniem w oczach. Nie przypominałam sobie takiego kraju jak Polska.
- To obok Niemiec - dodała Mandy.
Wtedy rozjaśniło mi się w głowie.
Ruszyłam pierwsza w stronę ogromnego sklepu, nagle czując atmosferę radosnych zakupów. Zaczynam nowe życie, bez smutnych doświadczeń. Nie chcę pamiętać mojego starego życia, nawet jeśli miało tyle wspaniałych momentów. Nie chcę pamiętać rodziny, ani ich śmierci. Nie chcę. Przemknęły mi przez głowę urywki wspomnień; szybko otrząsnęłam się z tych myśli. Dzisiaj nie mam zamiaru sobie psuć humoru.
Dziewczyny również ruszyły, równając ze mną krok. Gdy stanęłyśmy przed drzwiami, wzięłam głęboki oddech i weszłam. Poczułam znajome uderzenie chłodu klimatyzacji i skierowałam się w stronę wejścia na halę. Nie zdążyłam zrobić dwóch kroków, jak któraś z dziewczyn pociągnęła mnie za kołnierzyk.
- Gdzie ty idziesz? - zapytała Sarah. - Idziemy do profesjonalisty.
- Do jakiego profesjonalisty?
Zanim Sarah mi odpowiedziała, Mandy podeszła do punktu informacji i zaczęła rozmawiać z siedzącym tam mężczyzną.
- Do Anne, dyrektora tego oddziału.
- Dyrektora? Skąd go znasz?
- Ona - zaznaczyła. - jest Łowczynią - wzruszyła ramionami.
- Przecież nigdy jej nie spotkałam.
- Pępkiem świata jesteś? Nie przesadzaj. Anne prowadzi Akademię w Europie. Prócz naszej, w Ameryce, są dwie - Europejska i Azjatycka, do której należy również Rosja. Kiedyś były połączone, ale pokłóciły się i rozdzieliły. Teraz nazywamy to Mrocznymi Dniami, a śmiertelni II wojną światową.
- Ale to historia na inny czas, czyż nie? Anne na nas czeka - wtrąciła się nagle Mandy.
- Prawda, chodźmy już.
Poszłyśmy do punktu informacji i przeszłyśmy przez przejście stojące za nim. Ukazał nam się krótki korytarz, a na jego końcu widziałam otwarte drzwi, które wprost zapraszały nas do środka. Łowczynie bez wahania ruszyły w ich stronę, więc zrobiłam to samo. Nieśmiało weszłam do białego pomieszczenia. Stała tam bardzo wysoka i szczupła kobieta w krótkich, rudych włosach i niebieskich oczach oraz z uśmiechem na twarzy. Nie była umalowana, co stanowiło dla mnie miłą niespodziankę, ponieważ wiele wysokich rangą kobiet na siłę próbuje zamaskować swój wiek i się upiększać. Anne wyglądała naturalnie, przyjaźnie i elegancko w marynarce i ołówkowej spódnicy do kolan.
- Witaj, ty musisz być Sophie, prawda? Jestem Anne Bulimoc.
- Dzień dobry, Sophie Rosen - przywitałam się onieśmielona otwartością kobiety.
- Proszę usiądź - wskazała wolny fotel między dziewczynami i sama zajęła miejsce po drugiej stronie. - Mandy i Sarah powiedziały, że jesteś nowa i urządzasz się w Akademii.
- Tak.
- Więc chciałabym ci pomóc, jeśli mi pozwolisz - uśmiechnęła się. - Łowcy z całego świata kupują meble i urządzają pokoje i same Akademie z moją pomocą.
Byłam zaskoczona bezpośrednią propozycją Anne, ale zdałam sobie sprawę, że sama miałabym z tym problem, a profesjonalna pomoc będzie nieoceniona. W duchu podziękowałam dziewczynom siedzącym obok mnie za przyprowadzenie mnie do dyrektorki IKEI.
- Tak, dziękuję pani bardzo - również posłałam jej uśmiech nie mogąc się oprzeć.
- Mów mi po imieniu, Sophie, bardzo proszę.
- Dobrze pr... Anne - poprawiłam się.
Kobieta sięgnęła do szuflady i wyjęła jakąś kartkę i laptopa. Włączyła urządzenie i położyła przede mną papier, który moment temu wyciągnęła. Okazało się, że był to plan mojego pokoju.
- Wczoraj Mandy wysłała mi to, abym się zapoznała. Jak widać, pomieszczenie ma 120m2, a łazienkę i garderobę z lewej strony. - Anne błyskawicznie przystąpiła do pracy. - I dwa okna, zgadza się?
- Chyba tak - niepewnie pokiwałam głową.  -  Nie mam pojęcia jaką ten pokój ma powierzchnię.
- Najważniejsze, że ja wiem. Zacznijmy od kolorów. Myślałaś już o jakiś?
- W sumie, chciałabym, aby było jasno, biel i beż.
- Tylko? Warto by może ożywić jakimś innym kolorem, np. granatowym? - Dyrektorka mówiła robiąc coś w laptopie.
- Fiolet?
- Dobry pomysł - pokiwała z zadowoleniem głową. - Dziewczęta, możecie zacząć robić zakupy? Zadzwońcie tylko do ekipy pomocniczej, a my na bieżąco będziemy wam wysyłać zdjęcia mebli.
- Jak zawsze dostajemy najnudniejsze zadanie - powiedziała z udawanym smutkiem Mandy.
- I najlepszych kompanów - dodała Sarah, po czym obie Łowczynie wstały i radośnie konwersując wyszły z gabinetu. Anne usiadła obok mnie na fotelu i przesunęła do nas urządzenie.
Zobaczyłam na nim trójwymiarowy obraz mojego pokoju.
- Teraz kochana powiedz mi co byś chciała mieć w swoim pokoju. - zachęciła mnie, a ja nie zwlekając wyjawiłam jej wszystkie moje pomysły i marzenia.
***
- Sarah i Mandy już są w Akademii i nadzorują prace - odczytała mi sms-a Anne. - To też już twój czas. Dzisiaj zaczynasz trening o ile się nie mylę?
- Mhm - burknęłam. - Tyle, że ja nie umiem sama się tam dostać.
Było to po części prawdą. Pierwszy raz, we śnie, udało mi się tam trafić, ale nie opanowałam sztuki teleportacji jak inni mieszkańcy Akademii.
- W takim razie odprowadzę cię. Już od dawna planowałam odwiedzić Nicholasa - wzruszyła ramionami.
Ostatni raz spojrzałam na trzy projekty widniejące na monitorze i poczułam przypływ dumy. Większość z tego była moimi pomysłami i "inwencją twórczą". Kobieta to zauważyła i poklepała mnie po plecach.
- Jest to jeden z najlepszych projektów jakie kiedykolwiek widziałam. Zobaczysz, będzie cudowny.
- Tak, wiem. - Skromność nigdy nie leżała w mojej naturze. Ten projekt był jedną z najlepszych wykonanych przeze mnie rzeczy i nie mam zamiaru tego ukrywać; mam czym się chwalić.
Poczułam rękę Łowczyni ściskającą moją i odeszłam w ciemność. Tym razem byłam przygotowana na uczucie temu towarzyszące i stabilniej trzymałam się na nogach, powstrzymałam nudności. Pomimo tego i tak upadłam na ścianę, gdy pojawiłyśmy się przed gabinetem Nicka.
- Dziękuję Ci, Anne - uścisnęłam jej rękę. - Bardzo.
- Nie ma za co dziecko, naprawdę. Idź już, ja muszę odwiedzić tego tutaj - wskazała na drzwi.
Jeszcze raz się uśmiechnęłam do kobiety i pomknęłam korytarzem do mojego pokoju.
Dziwne jak szybko się tutaj zaklimatyzowałam. Jakby to Akademia była moim domem. Przynajmniej w drodze do gabinetu Nicka i korytarza sypialnianego.
Zatrzymałam się przed drzwiami do pomieszczenia, w którym było słychać gwizdy, szumy, stukanie i inne dźwięki typowe dla remontowania. Nacisnęłam klamkę i chciałam zrobić pierwszy krok, gdy nagle wpadłam na Sarah, która wypchnęła mnie z progu zamykając szczelnie drzwi.
- Nie kochana, nie wejdziesz tutaj przed skończeniem prac.
- Ale dlaczego? - nie kryłam wzburzenia.
- Bo masz mieć niespodziankę. Nie martw się, mamy wszystkie projekty, zdjęcia i rysunki mebli, plus cały czas słuchałyśmy waszej rozmowy, a przynajmniej tych istotnych fragmentów. Wszystko jest pod kontrolą.
Chciałam jej zaufać, ale nie mogłam się przełamać. Te lata w ogólniaku nauczyły mnie jednej zasady "Umiesz liczyć, licz na siebie". Bałam się, że jeśli nie będę miała nad czymś kontroli, będzie źle. Nie tak dawno, wielu moich znajomych miało z tym problem, ale nigdy nie chciałam zmieniać mojej natury perfekcjonistki, a to nie pomagało w stosunkach międzyludzkich.
Sarah jakby widząc to w moich oczach powiedziała tylko "Zaufaj mi" i pchając zaprowadziła do swojego pokoju.
Pierwszym skojarzeniem, gdy weszłam do sypialni brunetki był las. Soczysta zieleń ścian i ciemne, drewniane meble dawały duże pole do popisu wyobraźni. Pomieszczenie jednak, wydawało się dużo mniejsze od mojego. Wzdłuż trzecich części pokoju poprowadzone były kolumny, a na suficie zielone sznurki zebrane niedbale w gromady dookoła nich. Przyjrzałam się meblom; ciemne i niskie komody rozstawione były po prawie całej długości pokoju. Z lewej strony stało łóżko piętrowe z zasłoniętą dolną częścią, a naprzeciw stało biurko otoczone biblioteczką. Mieszkanka pokoju skinęła na mnie i poszłyśmy wgłąb. Stanęłyśmy pod ścianą i dopiero teraz zauważyłam zarys drzwi na ścianie. Dziewczyna odsunęła je i wpuściła mnie do środka.
- Witam w moim królestwie!
Przede mną stała ogromna kanapa, a z obu jej stron piętrzyły się stosy butów. Na bocznych ścianach wisiały ubrania, wszystkie ciemne i ułożone kolorystycznie. Spojrzałam w górę i zagwizdałam. Cały sufit pokrywały lustra, w których odbijały się szmaragdowe kafelki.
- Jestem pełna podziwu, Sarah.
- Dzięki. Akurat te lustra to był mój pomysł.
Usiadłyśmy na kanapie i podczas gdy ja rozglądałam się po garderobie, Łowczyni podała mi szklankę soku.
- Skąd u licha...? - Nie było tutaj żadnego stolika, więc byłam zdziwiona obecnością napoju.
- Mam swoje sposoby - mrugnęła. - Nie zastanawia cię brak okien?
Rozejrzałam się. Faktycznie, w żadnym z tych pomieszczeń ich nie było. Poczułam nutkę zawodu, że tego nie zauważyłam.
- Yhy. Jak to możliwe? - nagle pomyślałam o czymś jeszcze. - Przecież nie jesteśmy na skraju budynku, a na środku.
- Okna są przeniesione w miejscu, jeśli wiesz o co mi chodzi. Są jakby tam, ale tutaj. Obraz i cały widok. Pierwsi Łowcy umieli takie rzeczy, bo mieli więcej krwi Aniołów, ale do teraz to zanikło i tak zostało. Ten pokój ich nie ma i dlatego go wybrałam... - Nie dałam jej skończyć.
- Jak to Aniołów? Jesteście pół-wampirami, a one pochodzą od diabłów.
Sarah serdecznie się roześmiała.
- Och kochana, zapominam, że ty nic o nas nie wiesz. Jesteśmy pół - wampirami, ponieważ pochodzimy od Demonów i Aniołów. Pierwsi Łowcy byli normalnymi wampirami, takimi pijącymi krew, ale z ogromną mocą. Przez lata ta moc i nawyki z nią związane zanikły, a my zostaliśmy półkrwi - westchnęła.
- A potomkowie Demonów? Takie też istnieją?
- Oczywiście, bo dlaczego nie? Od Demonów pochodzą Bestie.
- A nie te antyptydy?
- Antypody? Nie, one są jedynie ich - szukała odpowiedniego słowa. - wynalazkami.
- A Anioły rodzą małe Anielątka, jak się nie mylę? - nie mogłam zaspokoić mojej ciekawości.
- Chciałabym, aby to było takie proste. Tylko Najwyższy umie stworzyć Anioła, co się nieczęsto zdarza, mianowicie jeden raz na dekadę. Potomkami Anioła są Duchy, albo Cienie, każdy inaczej je nazywa.
- Duchy? Co one robią?
- Pomagają Śmiertelnym. Są tak często przeklinanym losem, który im pomaga, jeśli ma na to ochotę. O ile nie są w swoim królestwie, błąkają się po Ziemi, wpływając na los zwykłych ludzi. Zabawny jest fakt, że mogą jedynie sprawić, że stanie się coś dobrego - uśmiechnęła się.
- Nie mogą sprawić, że ktoś złamie nogę, albo po prostu przegra w karty?
- Nie, ponieważ są dziećmi Aniołów, a te pochodzą od Boga. Czynią tylko dobro.
- Łał.Trochę głupio. - Nie zliczę ile razy miałam ochotę komuś coś zniszczyć, kogoś zniszczyć, ale musiałam schować emocje pod uśmiechem. A te Cienie mogłyby robić wszystko...
Podczas gdy ja próbowałam oswoić się z nowymi informacjami, Sarah robiła coś na telefonie i po chwili zerwała się.
- Chodź, czas na dalsze zakupy.
- To nie koniec? - zakwiliłam, ale posłusznie odłożyłam kubek na podłogę i wyszłam z pokoju. Tam czekała już Mandy.
- Czas na kompletowanie garderoby! - zapiszczała.
- Uspokój się, dziewczyno - mruknęłam, ale i mnie dopadło podniecenie i radość Mandy.
Złapałyśmy się za ręce i ruszyłyśmy w ciemność.
I tym razem byłam przygotowana na to co mnie spotka. Miałam jako-taką władzę w kończynach i nie czułam już aż tak bardzo mdłości. Naprawdę idzie mi coraz lepiej. Wylądowałam na zgiętych nogach lekko się chwiejąc, a gdy poczułam na powiekach światło, otworzyłam delikatnie zaciśnięte oczy. Ukazał mi się ogromny sklep po brzegi wypełniony klientami. Brunetka i blondynka stojące po obu moich stronach złapały mnie pod ramiona i tak splecione wyruszyłyśmy na pierwszy przystanek w " zakupowej podróży".
***
- Sarah, gdzie są wszystkie zakupy? - zapytałam wchodząc do drogerii. - I gdzie jest Mandy?
- Zabrała wszystko do Akademii.
- Nie czekamy na nią?
- Po co? Myślisz, że woli kupować z nami kosmetyki czy nadzorować remont pokoju? - wymownie na mnie spojrzała.
- Jestem pewna, że kupować! - zachichotałam. Było oczywiste, że blondynka woli flirtować.
Dziewczyna wzięła duży wózek i ruszyła wzdłuż półek. Powoli w koszu zaczynało się gromadzić coraz więcej przyborów toaletowych, a gdy dotarłyśmy do kosmetyków i akcesoriów, był wypełniony w 2/3. Brunetka złapała mnie za rękę i zaczęła testować różne cienie do powiek, podkłady i szminki, podczas gdy ja wybierałam lakiery do paznokci. Nagle usłyszałam, jak chłopiec przechodzący obok pyta swojej mamy:
- Mamusiu, a dlaczego te panie kupują tak dużo kosmetyków?
- Nie wiem, zapytaj ich.
Chłopiec puścił rękę mamy i podszedł do mnie.
- Proszę pani, dlaczego kupuje pani tyle kosmetyków? Nie wystarczyłoby mniej? - zapytał wskazując na wózek.
- Widzisz mały - ukucnęłam, aby się z nim zrównać. - Wyjeżdżam na bardzo długo do miejsca, gdzie nie ma sklepów i nie będę mogła kupić tego czego będę potrzebować. Dlatego teraz kupuję dużo, na zapas, aby mieć pewność, że mi starczy - uśmiechnęłam się do malca.
- To tak jak z kanapkami do szkoły? - Bystry dzieciak.
- Tak - pokiwałam głową. - A teraz biegnij do mamy, aby się nie martwiła.
Chłopczyk uśmiechnął się i poszedł. Podniosłam się i poczułam jak Sarah puszcza moją rękę. Zajrzałam do wózka i zobaczyłam masę kosmetyków. Złapałam jeszcze parę lakierów i je dorzuciłam do gromadki.
- Coś jeszcze stąd czy idziemy dalej?
- Dalej. Czego chciał ten chłopiec?
- Pytał dlaczego tak dużo kupujemy.
- Co odpowiedziałaś? - zapytała beztrosko wrzucając kolejne przedmioty do kosza, ale słyszałam w jej głosie napięcie.
- Tyle, że wyjeżdżam daleko, gdzie nie będzie sklepów. Nie zdradziłam niczego.
Widziałam jak jej ciało delikatnie się rozluźnia.
Wzięłam jeszcze pilniki do paznokci i akcesoria do włosów i pchnęłam wózek do kasy. Ekspedientka widząc liczbę naszych zakupów wzięła drugi wózek i kasując przekładała rzeczy do drugiego kosza. Po naliczeniu łącznej ceny, Sarah poprosiła o fakturę, a po otrzymaniu jej po raz kolejny tego dnia miałam okazję zobaczyć działanie hipnozy. Łowczyni na moment zamknęła oczy i, choć nikt poza mną nie zdawał sobie z tego sprawy, zaczęła zmieniać wspomnienia i myśli kobiety naprzeciw. Po sekundzie było po wszystkim i zadowolone wyszłyśmy ze sklepu taszcząc przed sobą po brzegi wypełniony wózek. Przeszłyśmy przez ulicę starając się nie zwracać na siebie uwagi i skręciłyśmy w wąską alejkę, w której mogłyśmy się bezpiecznie teleportować. I teraz byłam przygotowana na wszystkie doznania, które mnie czekają, więc zacisnęłam usta. Z każdym razem jest coraz lepiej - kurczowo trzymałam się tej myśli, powtarzałam ją jak mantrę. Otworzyłam z nadzieją oczy stojąc przed moim pokojem, ale i tym razem nie zostałam do niego wpuszczona.
- Nie wejdziesz tu przed końcem.
- Ale dlaczego? - Ogarniała mnie złość. To był mój pokój i miałam prawo tam wejść!
- Masz mieć niespodziankę. Nie denerwuj się tak, jeszcze mi podziękujesz. Teraz idź do sali komputerowej, gabinetu chłopaków. To obok Nicka, po lewej stronie. - pchnęła mnie delikatnie.
Sfrustrowana, ruszyłam; zatrzymałam się na końcu korytarza zerkając za siebie. Sarah nadal tam stała. Klnąc pod nosem, doszłam do wskazanego mi pomieszczenia. Nie wiedząc kto tam się znajduje, zapukałam i zerknęłam przez drzwi.

Chciałabym zaznaczyć wszystkim miłośnikom akcji, iż przez najbliższe rozdziały nie będzie zbyt wielu emocji. Czas opisać trochę początki Sophie ;)
Chciałabym jeszcze dodać, że najbliższy rozdział pojawi się za kilka tygodni, ponieważ wyjeżdżam w miejsce bez internetu. Mam nadzieję, że nie uciekniecie stąd!
Pozdrawiam wszystkich czytelników!

czwartek, 10 lipca 2014

R11

- To Caitlyn. Moja narzeczona.
W jednej chwili przez moją głowę przeleciało tysiąc myśli. Jaka narzeczona? Kim ona jest? Od kiedy się znają? Czy ona zna prawdę? Kiedy ślub? 
- Narzeczona? - To głupie pytanie było jedynym słowem, które udało mi sie wydukać.
- Mhm.
Chłopak odstawił zdjęcie i podszedł do ściany z prawej strony łóżka.
- Chodź, musisz się przebrać. Dam ci coś swojego.
Wyrwałam się z otępienia i ruszyłam za nim. Jason nacisnął przycisk na ścianie, a ściana zaczęła się rozsuwać ukazując ogromne pomieszczenie z pufami do siedzenia na środku. Na wprost nas cała ściana była pokryta najróżniejszymi rodzajami butów, począwszy od mokasynów, przez trampki, po lakierki i buty do walki. Podeszłam do wieszaków z jednej strony. Stroje bitewne, jak się domyśliłam. Z drugiej strony znajdowały się garnitury. Nim zdążyłam obejrzeć inne ubrania, Jason rzucił we mnie materiałem.
- Przebierz się, powinno być dla ciebie dobre. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko dresom? - Tutaj złośliwie spojrzał na moją sukienkę będącą w opłakanym stanie.
Wzięłam ubranie i czekałam, aż wyjdzie, ale on nic nie robił.
- Ekhem, czy mogłabym się przebrać?
- A kto ci broni? - Rozsiadł się na pufach.
Szybkim krokiem wyszłam z garderoby i nacisnęłam przycisk zamykania. Nareszcie spokój. Przebierając się pozwoliłam sobie krążyć myślami. Co z tą narzeczoną Jasona? Chciałam się go o nią zapytać, ale nie chciałam wyjść na wścibską, ani tym bardziej zazdrosną. Gdy zmieniłam ubranie, z powrotem weszłam do garderoby, aby spojrzeć w lustro. Łowca nadal siedział, a właściwie już leżał, tam gdzie go zostawiłam. Podeszłam do ogromnego lustra znajdującego się obok garniturów. Luźne, szare dresy i niebieska koszulka były obszerne, ale wygodne.
- Co mam zrobić z tym? - wskazałam na podartą sukienkę.
Chłopak ociężale wstał i otworzył niewidoczną klapę obok ściany z butami. Zmięłam ubranie i wrzuciłam w ciemną otchłań.
- A teraz chodź ze mną. - Zatrzasnął zsyp i pociągnął mnie za nadgarstek. Zamknął garderobę i wyszliśmy na korytarz.
- Gdzie mnie prowadzisz? - Wyrwałam się z jego uścisku i stanęłam w miejscu. - Do...Nicka?
W jednej chwili mnie oświeciło. Bo dokąd miałby mnie prowadzić? Tramp był 'dyrektorem' Akademii i musiał wiedzieć, że ma dodatkowego gościa.
- Gratuluję.
Jason skręcił jeszcze raz w lewo i nagle moim oczom ukazał się znajomy korytarz. Zrównałam z nim i po chwili staliśmy przed drzwiami do gabinetu. Chłopak dwa razy zastukał i otworzył drzwi. Ostrożnie weszłam do pomieszczenia, ale widząc pełne serdeczności spojrzenie Nicka, opuściłam natychmiast głowę i zgrabiłam się. On i reszta okazali mi tyle dobroci, chcieli pomóc, wyszkolić, a ja? Uciekłam, zostawiłam ich, bo za bardzo się bałam.
- Witam ponownie, panno Rosen.
- Dobry - burknęłam nie podnosząc głowy.
- Nicholas, mamy problem - wtrącił się Jason. - Prawdopodobnie Bestie zamordowały jej rodzinę. On chyba o niej wie. - Obydwaj mężczyźni spojrzeli na mnie.
- Ale jak?
- Tego też nie wiem. - Młody Łowca usiadł na kanapie i skinął na mnie, abym również to zrobiła. - Zwołujemy resztę? - zapytał po chwili przerwy.
- Tak... - Nick już zaczął się zgłębiać w swoich przemyśleniach i domysłach. - Tak, tak. Ale najpierw muszę wiedzieć najważniejsze - zwrócił się do mnie. - Sophie, czy teraz do nas dołączysz?
Spodziewałam się, że o to zapyta, więc teraz mogłam z całą mocą i przekonaniem odpowiedzieć:
- Tak.
- Dziękuję. - Słyszałam jak odetchnął i prawie biegiem wypadł z pokoju.
Wygodnie rozsiadłam się w fotelu i ponownie zaczęłam rozmyślać o "narzeczonej" Jasona. Na tamtym zdjęciu chłopak wyglądał młodziej i nie miał jeszcze blizny. Nie mogłam się powstrzymać, aby nie zapytać go o wiek.
- Jason - jego twarz zwróciła się w moją stronę - ile ty w ogóle masz lat?
- Śmiertelnych?
- Jak to śmiertelnych?
- Może sobie nie przypominasz, bo byłaś zajęta podziwianiem mojej urody, ale mówiłem ci, że Łowcy są nieśmiertelni. - Rzuciłam w niego poduszką. Pomimo wszystko nadal zostaliśmy przyjaciółmi w pewnym stopniu. Dopiero teraz widzę, że kilkunastodniowa znajomość, nawet tak zżyta jak nasza, nie jest dobrą podstawą do nazywania tego przyjaźnią. Po jego oczach widziałam, że myśli tak samo.
- Mhm. Więc ile lat?
- 20 śmiertelnych, 45 całościowo.
- Jak...? - Informacja mną wstrząsnęła. 45 lat?
- To trochę skomplikowane, ale spróbuje ci to wytłumaczyć najlepiej jak potrafię. Każdy Łowca po uzyskaniu odpowiedniego wieku i przejściu inicjacji staje się nieśmiertelny. Dla kobiet jest to 19 lat, dla mężczyzn 20. Do tego czasu musi przejść wspomnianą inicjację, która też ma swoje prawa, ale to nie rozmowa na ten czas. Rozumiesz?
Pokiwałam energicznie głową. To nie było takie trudne, ale jedno mnie zastanawiało.
- A Nick? On nie wygląda na 20 lat.
- Nick nie do końca mieści się w tej zasadzie, ponieważ on, nie jest potomkiem Łowców.
- Więc jak?
- Gdy miał 34 lata uległ poważnemu wypadkowi i potrzebował pilnej transfuzji krwi. A jedyną osobą zgodną grupą krwi w jego miasteczku był Łowca. W ten sposób Nick mógł dołączyć do nas. I w wieku 35 lat przeszedł inicjację.
- Hej o czym tak sobie plotkujecie? - usłyszałam radosny głos Sarah. Na ten dźwięk od razu podniosłam się z kanapy i podeszłam do niej. Nieśmiało się uśmiechnęłam, a dziewczyna już trzymała mnie w ramionach. Uścisnęłam ją delikatnie i usłyszałam cichy szept przy uchu:
- Witaj z powrotem.
Między nami przeciskali się inni, którzy przyszli tutaj razem z dziewczyną i już rozsiedli się w gabinecie Trampa. Gdy się od siebie odsunęłyśmy do pokoju wszedł Nick i zamknął drzwi.
- Jak się zapewne domyśliliście, Sophie postanowiła jednak zostać - uśmiechnął się do mnie. - Jednak nie po to was tu zebrałem. Na jej rodzinę zostały nasłane Bestie i podejrzewamy, że On się dowiedział o naszym gościu. O Naznaczonej. - Rozległy się wzburzone głosy zebranych.
- Jak to się dowiedział?
- Zamordował jej rodzinę?
- Skąd o niej wie?
Nagle Nicholas krzyknął "Cisza" tubalnym głosem, który dzwonił mi w uszach jeszcze chwilę po tym.
Wszyscy Łowcy umilkli.
- Moi drodzy, nie mam pojęcia jak to się stało. Nic nie wiem, prócz tego, że teraz, naszym obowiązkiem jest ją chronić - wskazał na mnie. - i wyszkolić. Nie możemy jej oddać w jego ręce, bo...
- Mnie zabije, prawda? - domyśliłam się. W końcu co może czekać "osobę z przepowiedni", gdy porwie ją zły gość?
- Tak.
- Więc jaki jest plan? - Mark przeszedł od razu do konkretów.
- Przede wszystkim szkolenie. Misje zwiadowcze. Więcej szkolenia. Nie możemy sobie pozwolić na utracenie czujności, ani na błędy.
- Dobra - odpowiedzieli Łowcy.
- Dziewczyny, przydałyby się zakupy naszej nowej przyjaciółce, czyż nie? - z rozbawieniem spojrzał na moje ubranie. Wciąż miałam na  sobie ubrania Jasona. - Przecież nie może wciąż okradać Jasona. Zajmijcie się tym oraz nowym pokojem.Chłopcy, sprzęt i broń.
-  Da się załatwić.
- Idźcie. Musimy się szybko zebrać do roboty.
Gdy wszyscy ruszyliśmy w kierunku drzwi z zamiarem wyjścia, Nick jeszcze dodał:
- A Jason... zostań ze mną na chwilę, dobrze?
- Mhm. - Widać, że nie był z tego zadowolony, ale został. Obejrzałam się za jego plecami, ciekawa co ma mu takiego tajnego do powiedzenia Nicholas.
Po wyjściu za drzwi, dziewczyny od razu ruszyły w lewo - jak się domyśliłam do korytarza sypialnianego, z którego przyszłam tutaj z Jasonem.
- Pora pokazać pokój! - pisnęła Mandy.
Spojrzałam na dziewczynę. Nie widziałam jej jeszcze w "radosnej wersji", ale gdy zobaczyłam, jak jej entuzjazm znika powoli z twarzy,uśmiechnęłam się. Widziałam, że się stara, a ja chciałam ją zaakceptować. Odpowiedziała tym samym i obie Łowczynie pociągnęły mnie korytarzami. Gdy dotarłyśmy do sypialnianego zaczęły opisywać, gdzie kto mieszka. Po lewej dziewczyny, po prawej chłopcy. Szłyśmy i po kolei słyszałam:
- Tu jest mój pokój - Mandy wskazała na ciemne drzwi.
- A tu po kolei Mark, Ryan, pusto i Jason. - Sarah kolejno pokazywała na drzwi pokoi.
Pociągnęły mnie jeszcze raz i zatrzymały przed jasnymi, ręcznie zdobionymi drzwiami.
- Tadamm! - zaintonowały razem.- Oto twój pokój. Na lewo mój, prawo Sarah. - Spojrzałam na Mandy i wprost widziałam entuzjazm i radość wylewającą się z niej uszami. Dziewczyna otworzyła drzwi do pokoju, a  ja oniemiałam. Nie tego się spodziewałam. Na ten ogromnej przestrzeni...prócz materaca niczego nie było. Białe ściany, sucha, betonowa podłoga, niczym niepokryta. Nigdzie nie było mebli.
- Yhm, dziewczyny, czy TO jest mój pokój? Bo... - Nie dokończyłam.
- Nie martw się głuptasie! Jutro idziemy na zakupy i będziesz miała swój pokój - taki jaki chcesz. - Sarah mrugnęła - A teraz idź spać, jutro czeka cię wielki dzień!
Obie Łowczynie ucałowały mnie "na dobranoc" i rozeszły się do sypialni. Zostałam sama w tym przestronnym pokoju, w którym każdy krok wywoływał echo. Obok mojego "łóżka" zauważyłam mały tobołek - koszulkę i spodenki do snu. Czym prędzej się przebrałam i położyłam na materacu, który okazał się zaskakująco miękki, pachniał kwiatami, wprost zachęcał do spania. Pogrążyłam się w rozmyślaniach o rzekomej przepowiedni. Wszyscy ogromnie się nią ekscytowali, a ja wciąż nie znałam jej treści. Niby Nick mi opowiedział, o czym ona mówi, ale wydawało mi się, że chodziło o coś więcej. Coś czego nie wiem, ale za wszelką cenę muszę poznać prawdę. Z tą myślą oddałam się w ramiona Morfeusza.
***
Obudził irytujący odgłos stukania. Odruchem, naciągnęłam kołdrę na głowę i jeszcze bardziej zakopałam się w pościel mając nadzieję na odrobinę relaksacyjnego snu.
- Soph, wiem, że nie śpisz! Wstawaj! Dzisiaj twój wielki dzień! - zaświergotała brunetka.
Nagle usłyszałam męski głos, który nie wróżył nic dobrego.
- Nie cackaj się z nią, bo to nic nie daje, jeśli nie zauważyłaś. - Ryan stanowczo oświadczył i z impetem otworzył drzwi wpuszczając dziewczynę do pokoju. - Witaj, Królewno.
Gdy Sarah ściągnęła ze mnie pościel, nie miałam już wyboru. Ociągając się, otworzyłam oczy i podniosłam z materaca.
- Dzień Dobry, jak wam się spało? Mi ktoś zgotował cudowną pobudkę, nie wiecie przypadkiem kto to był? - nie mogłam ukryć zirytowania. Nie miałam nic przeciwko wczesnemu wstawaniu, ale są inne metody niż dudnienie w drzwi.
- Nie gderaj, tylko przebieraj się - wcisnęła mi w ręce ubrania i buty.
- Dzisiaj musisz urządzić pokój, łazienkę oraz uzupełnić garderobę - wyliczył chłopak. - A jutro zaczynamy trening.
- Już jutro? - zdziwiłam się.
Niby zdawałam sobie sprawę, że muszę zacząć szybko, lecz nawet nie śniłam o jutrze! A gdzie czas na przystosowanie się, zapoznanie z otoczeniem, te sprawy?
- Tak, masz bardzo dużo do nauki - wzruszyła ramionami Sarah. - Nie wiem czemu tak się oburzasz.
Chciałam jej uświadomić, że w normalnym świecie nie tak to działa, ale postanowiłam nie wykłócać się, bo nie było szansy przekonać jej do czegokolwiek.
- Do zobaczenia na śniadaniu! - Łowcy wyszli z pomieszczenia machając mi.
Pobiegłam za nimi.
- Gdzie mam iść? - krzyknęłam do oddalających się postaci.
- W lewo do końca i na prawo. Trzecie drzwi po lewej stronie! - odkrzyknęła Sarah i wraz z Ryanem zniknęła za zakrętem.
Cofnęłam się do pokoju, zamknęłam delikatnie drzwi. Została sama. Podeszłam do jednego z okien i natychmiast odsunęłam. Widziałam w las, wydawało mi się, że ten sam, który zauważyłam spotykając drzwi wejściowe Akademii.  Zerknęłam jeszcze raz. Tak, to musi być ten sam. Z postanowieniem, że zapytam o to kogoś, przebrałam się i wyszłam z pokoju. Niepewnie kroczyłam korytarzem podążając za wskazówkami moich porannych gości. Na obu ścianach wisiały różne rodzaje broni, w różnym stanie. Od łuków, kuszy po malutkie sztylety, które mogłabym schować w skarpetce. Minęłam pokój Jasona, będący ostatnim i skręciłam w prawo. Usłyszałam przytłumione głosy i przyspieszyłam. Pierwsze...drugie...trzecie drzwi. Wzięłam głęboki oddech i przekroczyłam próg. Wszyscy siedzieli już na swoich miejscach i wesoło gawędzili. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi, więc usiadłam na jedynym wolnym miejscu między Nickiem a Ryanem.
- Królewna dotarła jak widzę? - chłopak uśmiechnął się do mnie i zachichotał.
- Jak widać - ucięłam. Kąśliwe uwagi Łowcy nie polepszały mi humoru.
Dziewczyny siedzące naprzeciw przywitały się  i szybko zapytały:
- Od czego zaczniemy? Pokój, ciuchy....
- Hej, dajcie jej chociaż zjeść, co? - powiedział Jason z drugiego końca stołu z jedzeniem w ustach.
Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością i zaczęłam nakładać śniadanie. Jedząc, przyglądałam się innym biesiadnikom. Ryan wciąż chichotał, a teraz dołączył do niego Mark. Przeniosłam wzrok na Mandy, która natychmiast opuściła swój i z wielkim zainteresowaniem zaczęła oglądać kanapki. Sarah coś opowiadała Nickowi popijając sok. Przełknęłam ostatni kęs i zapytałam głośno:
- O co wam wszystkim chodzi?
Jason wybuchnął wstrzymywanym śmiechem.
- Jeśli potrzebujesz, mogę ci użyczyć łazienki, wystarczy poprosić. - Na te słowa zgromadzeni ryknęli gromkim śmiechem.
Złapałam się za włosy i zakryłam dłonią usta. Jestem nieuczesana, mam nieumyte zęby, śmierdzę, bo się nie umyłam. Pospiesznie wstałam od stołu mrucząc niewyraźnie "Przepraszam" przez dłoń. Zerknęłam na dziewczyny.
- Niebieskie drzwi - powiedziała Mandy.
Wybiegłam za drzwi jadalni i pobiegłam do pokoju blondynki. Zatrzymałam się na chwilę przed nim z wahaniem i otworzyłam. Moim oczom ukazał się biały pokój, który wielkością nie ustępował mojemu. W centrum, dokładnie naprzeciwko wejścia, stało ogromne łóżko. Po jego obu stronach stały szafki. Po lewej stronie pokoju stało ogromne biurko, toaletka godna królowej Anglii, hamak i mata do... jogi? Ciekawe połączenie - Mandy i joga. Spojrzałam na prawą ścianę. Pokrywał ją obraz plaży i widniały tylko dwie pary drzwi. Białe i niebieskie prowadzące do łazienki. Delikatnie je otworzyłam i po raz kolejny w ciągu tych 30 sekund oniemiałam. Beżowe płytki i niebieska mozaika znów przywodziły na myśl plażę. Przeszłam niepewnie korytarzem do niezbyt wielkiej łazienki. Z prawej strony był prysznic wbudowany w ścianę, obok stała toaleta. Naprzeciw stała porcelanowa umywalka z lustrem ciągnącym się przez całą długość łazienki, a wielokolorowe muszelki tworzyły jego obramowanie. Nieśmiało otworzyłam szafkę stojącą poniżej w poszukiwaniu szczoteczki do zębów. Nagle ciszę przerwał delikatny głos Mandy.
- Górna półka.
Na dźwięk jej głosu podskoczyłam i uderzyłam głową w umywalkę. Zażenowana wzięłam szczoteczkę i pastę do zębów.
- Dzięki - powiedziałam spoglądając na nią w lustro.
Zbyła mnie machnięciem ręki.
- To my powinniśmy ci dziękować, że do nas dołączyłaś - pokręciła głową.
- Nawet nie wiem o co wam chodzi. Nie wiem co jest we mnie takiego wyjątkowego - powiedziałam z ustami pełnymi pasty.
- Zobaczymy - podeszła do mnie i sięgnęła do szafki. - Tu masz szczotkę - powiedziała podając mi ją. - A ja będę w pokoju, ok?
Nie chcąc opluć jej płynem, pokiwałam głową.
Dziewczyna wyszła z łazienki zostawiając mnie samą. Szybko opłukałam buzię, uczesałam włosy i umyłam twarz. Odświeżona, wyszłam z pomieszczenia. W pokoju siedziały już gotowe Łowczynie.
- Czas na zakupy! - ucieszyła się Sarah i wspólnie wyprowadziły mnie z pokoju.
Idąc korytarzami liczyłam skręty. Lewo, lewo, lewo. I znalazłyśmy się przed wyjściem.
- Jak my stąd wyjdziemy?
- O to się nie martw. Myślę, że powinnyśmy zająć się pokojem - Mandy przejęła inicjatywę. - Może być?
- Chyba tak. - Nie wiedziałam jakie to ma znaczenie.
- W takim razie ruszamy! Kierunek - Europa. - Sarah złapała mnie za rękę i wspólnie przeszłyśmy przez drzwi.

środa, 9 lipca 2014

R10

- Potrzebuję pomocy.
Jego spojrzenie natychmiast przybrało chłodny i opanowany wyraz. Widziałam, jak w jednej chwili się spiął, a po lekkim i radosnym humorze, nie pozostało ani śladu.
- Co się stało?
- Moi rodzice zostali zamordowani.
Przez moment widziałam w jego oczach zaskoczenie i coś na rodzaj przerażenia, ale zaraz zniknęło. Chłopak rozejrzał się na boki, złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę tylnego wyjścia ze szkoły. Następnie skierował się w stronę wzgórza, które położone jest niedaleko od budynku. Gdy zobaczyłam, że to nie jest koniec drogi, zaczęłam się wyrywać.
- Do cholery, zostaw mnie i powiedz co ci odwaliło!
- Opowiedz dokładnie o tym morderstwie. - Wyraz jego twarzy sugerował, że ta informacje jest bardzo ważna.
- Po powrocie do domu kilka dni temu... - wzięłam głęboki oddech. - Po prostu weszłam i napotkałam ciała moich rodziców i brata. Koniec historii.
- Powiedz więcej. Szczegóły! - Złapał mnie za rękę i ścisnął, jakby od tego zależało jego życie.
Poczułam w oczach łzy bólu i tłumionej, powracającej rozpaczy.
- NIE! - krzyknęłam i zbiegłam z góry.
Wiatr brutalnie smagał piaskiem, kamyczkami i liśćmi po mojej twarzy, a ja tylko przyspieszyłam. Co za idiotka ze mnie. Jak ja mogłam pomyśleć, że Jason mi pomoże? Mało tego, choćby wysłuchał. Rozmowa z nim tylko rozdrapała delikatnie zabliźnione rany. Teraz, gdy mój cel, który chwilowo dał siły do działania, legł w gruzach, cały smutek powrócił ze zdwojoną siłą. Znów przyspieszyłam. Czułam jak serce mi bije coraz szybciej, próbując nadążyć za tempem, które mu narzuciłam. Biegłam bez celu, starając się zostawić gdzieś za sobą smutek, ale to nie było takie proste. Czarne myśli wciąż i wciąż siedziały w mojej głowie, nie dając mi wytchnienia. Skierowałam się na ogromne drzewo przede mną i uderzyłam w nie z całej siły. Jeden raz, drugi, trzeci. Wciąż nie czując ulgi, odpuściłam i osunęłam się na wilgotną od rosy ziemię. Zaniosłam się szlochem, a dreszcze wstrząsały mną raz po raz.
- Hej. Hej. Spójrz na mnie - usłyszałam głos Jasona obok ucha.
- Czego znów chcesz? Daj mi spokój! Nie pomożesz mi, nikt mi nie pomoże, jestem sama!! - Moim ciałem po raz kolejny wstrząsnął szloch.
- Obejmij mnie.
- Co? Nie. - odsunęłam się od niego.
Chłopak przysunął się do mnie i sam to zrobił. Nagle poczułam jak wszystko zasnuwa ciemność, tracę grunt, a jedynym moim oparciem był Jason, do którego odruchowo przycisnęłam jeszcze mocniej ciało.
- Wiem, że różne laski na mnie lecą, ale ty? - zaśmiał się.
Szybko go puściłam, odsunęłam się i rozejrzałam. To niemożliwe. Znów byłam w Akademii, przynajmniej tak czułam. Ironia losu - podczas, gdy tyle czasu usiłowałam o niej zapomnieć oraz udaje mi się to, nagle do niej trafiam. Jeszcze raz ogarnęłam wzrokiem pomieszczenie, które wyglądało na sypialnię.
- Gdzie jesteśmy?
- U mnie.
- W pokoju?
- A na co to wygląda?
 - Ha. Ha. - Wstałam z podłogi i rozejrzałam się.
Wszystkie meble znajdujące się w pokoju były jasne, dla kontrastu z ciemnymi ścianami. Wszędzie piętrzyły się stosy płyt, parę książek, a gdzieniegdzie mogłam zauważyć sztylety rozrzucone pomiędzy. Podeszłam do biurka i przesunęłam ręką po leżącym na nim czarnym laptopie. Odwróciłam się i ruszyłam w kierunku komody, gdy potknęłam się o płyty. Podniosłam jedną i sprawdziłam zespół. Linkin Park, mogłam się domyślić. Sięgnęłam po kolejną. Fall Out Boy. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Też słuchasz? - wskazałam na płytę.
Odwrócił się gwałtownie i pokiwał głową.
- Taaak.
Gdy dotarłam do komody moim oczom ukazały się zdjęcia Jasona. Odłożyłam płyty, które wciąż trzymałam w rękach i sięgnęłam po ramki. Na jednym stała cała ekipa z Akademii. Na widok uśmiechniętej Sarah, coś mnie ścisnęło z gardle. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo chciałam ją zobaczyć i pogadać. Odłożyłam je pospiesznie i przyjrzałam się kolejnemu. Zobaczyłam młodą parę z synem - jak się domyśliłam, Jasonem i natychmiast dostrzegłam ogromne podobieństwo między nim a matką. Obydwoje mieli ciemnoblond włosy, szare oczy i taki sam kształt twarzy. Zerknęłam jeszcze raz na Jasona porównując jego "starszą wersję" z matką. Podobieństwa zostały, ale syn był teraz bogatszy o bliznę, przez którą nie były one tak wyraźne. Spojrzałam na ostatnie zdjęcie, a właściwie dwa złączone. Na prawym nim stał Jason obejmujący jakąś dziewczynę. Bardzo piękną dziewczynę. Długie, czarne włosy spięte w kucyk opadały jej na plecy. Lekko opalona cera; piękne, pełne usta rozciągnięte w uśmiechu oraz duże, krystalicznie niebieskie oczy otoczone gęstym wachlarzem rzęs przywodziły na myśl elfa. Wrażenie potęgował fakt, iż była drobna i bardzo szczupła. Brakowało jej tylko skrzydeł - pomyślałam z przekąsem. Na zdjęciu obok również znajdowała się ta para, ale w zabawnej pozycji, gdzie Łowca ciągnął dziewczynę za kucyk. Oboje wyglądali na szczęśliwych i beztroskich, co nie pasowało mi do teraźniejszego Jasona.
- Kto im jest ta dziewczyna? - Mój głos zabrzmiał ostrzej niż miałam zamiar.
Dopiero teraz zauważyłam, że chłopak usiadł na ogromnym łóżku będącym centrum pokoju. Podniósł się i podszedł do mnie, aby zerknąć na zdjęcie.
- To Caitlyn. Moja narzeczona.

Chciałabym wszystkich czytelników ogromnie przeprosić. Przez ostatnie miesiące nic nie dodałam, żadnego postu, nie powiadomiłam nikogo o tym i czuję się tym [sobą] zażenowana. Na usprawiedliwienie mam błahy powód - problemy rodzinne, potem koniec roku szkolnego, co sprawiło, że zaniedbałam internetowych przyjaciół. Teraz mam nadzieję to naprawić i na nowo zachęcić Was do czytania historii Sophie. Jeszcze raz OGROMNIE przepraszam! W szczególności Artalife, która mnie męczyła i nie pozwalała zapomnieć o blogu oraz której dedykuję ten i najbliższe posty.  - Autorka
PS. Zdaję sobie sprawę z tego,że ten rozdział nie "powala na kolana" długością, ale mam nadzieję, że fakt, iż teraz częstotliwość dodawania ich znacznie wzrośnie, a same teksty się wydłużą, pocieszy Was i zachęci w jakiś sposób do czytania.